Żubry, Żubr, ryś w klatce, białoruski samogon, narzekanie miejscowych na Wajraka i niesamowita przyroda. Plus trochę deszczu, błota i potu, i oczywiście wstawanie nierzadko o drugiej am, by z przewodnikiem, Panem Jankiem, szukać dzikich zwierząt i kontaktu z naturą. Po prawdzie znaleźliśmy tylko strażników granicznych (a może to oni nas znaleźli?), niemniej było nieźle.
No i jeszcze przepyszna słonina po białorusku, wioska dziadka moroza :) i nagonka ubrana na niebiesko...
Tak to mniej więcej wspominam.
Na razie, wspominkowo, wrzucam poranne fotki.
Plus przypadkowa multiekspozycja z olka xa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz